#kobieta, #dzieci, #zabawa, #testy, #recenzje, #opinie, #przepisy, #diy, #fotografia, #blogmam, #blogującamama, #instamama, #testyirecenzje, #rzetelneopinie, #women, #kids, #formam #forkids, #dladzieci, #dlamam, #blogparentingowy, #bloglifestyle, #lifestyle, #parenting, #mama, #matka,
Ja i moje rozważania.,  Książka - To co kocham,  Uncategorized

Każda blizna na ciele, zostawia ślad w naszej pamięci, sercu, ślad nie do zdarcia. “Zapisane w bliznach” Adriana Locke

Łatwo jest się zakochać. Z kolei odkochanie to najtrudniejsza rzecz na świecie. Elin i Ty Whitt są w tym beznadziejni…
Gdy lokalna gwiazda koszykówki uśmiechnęła się do Elin, było po niej. Tak łatwo przyszło jej zakochać się w ciemnowłosym bohaterze z czarującym uśmiechem i silnym, atletycznym ciałem. Aż uderza rzeczywistość. I robi to naprawdę mocno. Zakochanie się było zdecydowanie tą łatwą częścią. Patrzenie, jak to wszystko ulega rozpadowi, okazało się nie do zniesienia.
Gdy Ty wraca z nowo odnalezioną determinacją, by odzyskać rodzinę, Elin czuje się rozdarta przez walkę między przeszłością a możliwością nowego startu. To mężczyzna, do którego należy jej serce. A zarazem jedyna osoba, która może sprawić jej niewyobrażalny ból.
Życie nie zawsze jest łatwe. Miłość nie jest dla wrażliwych. Ale życie wciąż czegoś uczy, a Ty i Elin, oboje poznaczeni bliznami, są tego najlepszym dowodem. Jednak w tych bliznach zapisana jest ich miłość, która albo zwiąże ich ze sobą… albo rozdzieli na zawsze.

“Siniaki znikają. Blizny pozostają jako świadectwo tego, że się żyło. Walczyło. Kochało.”

To kolejna książka jaką mam przyjemność dla Was recenzować. Pamiętacie Poświęcenie Adriany Locke? I słynny cytat, który wyrył mi się w sercu chyba na wieki?

“Poświęcenie” wywarło na mnie ogromne wrażenie, mnóstwo emocji. Bałam się ze tym razem nie doczekam się tego i jakże się zdziwiłam…

“Zapisane w bliznach” to powieść oo miłości, cierpieniu i przysłowiowych drugich szansach. Adriana przedstawia nam tu historię pewnego małżeństwa Erin i Ty’a. Małżeństwo tej dwójki to happy end ich szczenięcej licealnej miłości. Małżeństwo to przeżywa jednak kryzys, do pełni szczęścia brakowało im tylko dziecka, upragnionego owocu ich miłości. Ból związany z niepowodzeniami, nieudane in-vitro, i brak nadziei na kolejne przez brak finansów, to wszystko zanim zbliżyć ich od siebie to oddala. Przestają ze sobą rozmawiać, żyją wręcz obok siebie. Złe decyzje potęgują jeszcze to wszystko, zwłaszcza jego zniknięcie. Ty, pracownik kopalni, dopiero po wypadku zdaje sobie sprawę z tego iż jego praca to ciągła nie wiadoma, nigdy nie wie czy wróci na powierzchnie, czy zdoła zapewnić swojej żonie pewność , bezpieczeństwo, zagwarantuje że zawsze będzie przy niej. Zagubiony Ty, tłumaczy się iż potrzebował czasu, jak dla mnie to zwykłe tchórzostwo. Wraca po kilku tygodniach, próbuje odzyskać to co zostawił, żonę, miłość swego życia. Jednak nie jest to takie proste. Jak z tym wszystkim radzi sobie Elin? Przecież nie  tylko Ty cierpiał, nie był w tym sam. Brak porozumienia, niedopowiedzenia to wszystko sprawia iż nawet najmocniejsze więzi można zerwać. Dlaczego w obliczu kryzysu tak łatwo się poddajemy, nie walczymy o to co cenimy, kochamy? Dlaczego tak łatwo ranimy inne bliskie osoby? Zranić jest łatwo, wybaczyć, zapomnieć o wiele trudniej. Jak więc powinna zachować się Elin? Czy jest jeszcze szansa by ich miłość odżyła? Odżyło zaufanie, wiara i otwartość na siebie na wzajem?

Adriana zaserwowała nam tu bagaż i to konkretny różnych skrajnych emocji. Od gniewy, złości na bohaterów, po łzy podczas ich cierpienia czy to razem czy osobno, od wzruszenia, współczucia po śmiech bo zdarzały się i takie momenty. Kreacje bohaterów były tak wiarygodne, ich losy od liceum aż po teraźniejszość, ich cierpienia,tragedie, wszystko tak realne. Jednak dla mnie mimo tego iż autorka opisała bosko motywy ich postępowania podczas rozłąki, niepojęte. Choć wszystko było spójnie ujęte, opisane ich zmagania z sobą, zwłaszcza w przypadku Ty’a to jednak nie byłam w stanie go zrozumieć, polubić… Nie byłabym w stanie zaufać drugi raz takiemu mężczyźnie, mimo to w samym zakończeniu, nic mi nie brakowało, było wzruszające, ciut niepewne. Cała opowieść utrzymana w cieple, mimo problemów, rozterek głównych bohaterów.

nor

Sam tytuł trafiony w sedno, wszystko co doświadczamy zostawia ślad na sercu, na naszej psychice, choć w jakiś sposób zdołamy przebaczyć, może nawet zaufać to nigdy nie zapomnimy. Okładka utrzymana w klimacie jej książek, i cytat który skradł moje serce już wcześniej sprawił iż musiałam po nią sięgnąć. Nie żałuję ani minuty jej poświęconej, czytało się ją szybko. Może przez podobne przeżycia nie byłam w stanie wyć, wylać tony łez i zużyć sterty chusteczek. Za to gniew, złość, irytacja przeważyły. To tylko moje odczucia co do historii. Nie mają nic do samej książki, bo ta jest cudna i gdyby nie moje osobiste przeżycia może inaczej bym co nie co odebrała. Bo miłość, choćby nie wiem jak wielka, choćby nie wiem jakie dawała nam piękne perspektywy nigdy sama nie wystarczy, nie zastąpi nam wiary w siebie, nie zagwarantuje nam siły która sprawi że będziemy w stanie walczyć o to co kochamy. A szkoda. Ta książka to kolejny przykład tego w jaki sposób Adriana Locke potrafi manipulować naszymi emocjami, w pozytywnym tego zdania znaczeniu. Uwielbiam to w jaki sposób przedstawia problemy, bohaterów, emocje targające nimi jak i nami.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Szósty Zmysł.

 

 

 

 

%d bloggers like this: