Wszystkie jesteśmy egoistkami….

at
wszystkie-jestesmy-egoistkami

Wszystkie jesteśmy egoistkami.

<

p dir=”ltr”>Dziś post o tym co przeszłam w szpitalu, o tym co widziałam, słyszałam, o tym co przeżywają kobiety na oddziałach ginekologicznych. My mamy siedzące w domach nie widzimy tego, i te uczucia ktore poznałam są bardzo dalekie od tych które znam.
Otóż podczas mojej ostatniej wizyty na oddziale ginekologicznym, trafiła dziewczyna w 10tygodniu ciąży z martwym płodem, chć z rodziną rozmawiała i czasem nawet się uśmiechnęła to w oczach widać było ból, rozpacz i nie dziwię się bo wszystkim nam na sali w momencie chciało się płakać. Sam fakt że musiała leżeć na sali z kobietami których ciąże może nie przebiegają pomyślnie ale przynajmniej dzieci żyją, musiała sprawiać jej ból. I wtedy właśnie zaczęła prześladować mnie myśl ” jak dobrze że to nie ja”, i to wszystko z godziny na godzinę się potęgowało, jak się okazało to nie tylko u mnie. Tak, jestem egoistką, i wiem że każda myślałabym to samo. Było mi jej żal, , okrutnie żal, ale nie wiedziałyśmy jak można ją pocieszyć, czy w ogóle się da? To jednak nie wszystko, nie będę podawać imion, po badaniu wróciła z pielęgniarką zapłakana, dobita faktem ze dla jej dobra lepiej jak wywołają poronienie tabletkami. Domyślała się co ją czeka, ale w najśmielszych snach nie wyobrażała sobie jak to będzie wyglądać naprawdę. Po kilku godzinach wyszła z rodziną do toalety krwawiąc i w pewnym momencie aż krzyknęła na korytarzu, gdy wróciła po około pół godziny zapłakana, wiedziałyśmy że się stało. Krzyczała, płakała, rodzina zostawiła ją samą, bo tak wolała, zanosiła się jak bóbr i każdej z nas uroniły się łzy. Uspokoiła się po kilku minutach i opowiedziała jak to wyglądało.  Powiedzcie mi czy to ludzkie?  Że nie dali jej wyboru, stwierdziła że gdyby miała wybór za każdym razem wybrała by łyżeczkowanie. Ja też nie byłabym w stanie urodzić martwego płodu, psychika siada wtedy jeszcze bardziej, zwłaszcza że tabletki nie zawsze wywołają dokładne oczyszczenie macicy i może coś pozostać i często i tak takie kobiety czeka łyżeczkowanie. Byłam w szoku że tak się trzymała,choć domyślam się ze tylko przy nas, bo nie raz wracając z toalety widać było czerwone oczy. Nie wyobrażam sobie tego bólu. To jeszcze nie koniec, po tym jak została przez innego lekarza wyczyszczona poprzez łyżeczkowanie, wróciła do domu, ja następnego dnia naszykowana do wyjscia czekając na wypis, widzę na poczekalni przed dyżurką pielegniarek na oddziale zapłakaną koleżankę, uśmiechnęła sie na mój widok, ale za moment zaczęla płakać., ledwo wymawiając słowa po ktorych zaparło mi dech, 5 miesiąc ciąży i podejrzenie martwego płodu – wiedziałam co ją czeka. Nie mogłam przestać ją obejmować by ukryć także własne łzy bo domyślałam się że może ją czekać to samo co koleżankę wcześniej, i tak też było, badania potwierdzone, dziecko zmatło i natychmiast dostała tabletki, leżała sama zapłakana i mi pielęgniarka nie pozwoliła zostać ze względu na moje zdrowie. Pewnie już jest po wszystkim, i nie muszę jej widzieć by wiedzieć jak cierpi. Przeraża mnie to bo niby teraz jest dobrze ale tak naprawdę spotkać to może każdą z nas, i z jednej strony cieszę się że to nie mnie to spotyka a z drugiej czuję okropny ból, że mi dane jest cieszyć się ciążą a innym nie. Przeraża mnie że mnóstwo kobiet musi przechodzić taką tragedię w ten sposób, i że nie mają wyboru. Tracą, rodzą martwe dzieci podczas gdy inne matki rodzą zdrowe i silne dzieci które porzucają lub co gorsza zabijają. Nie mogę się z tym pogodzić. Ogromnie lubię te dziewczyny, zarowno koleżanke jak i nowo poznaną dziewczynę i wiem ze nasze spotkania teraz początkowo będą obfitować we łzy. Koleżanka nie odpisuje, nie odbiera. A mnie rwie by ją odwiedzić i spróbować choć ciut pocieszyć, choć nie wiem czy mój widok tak zadziała. Czy wy dały byście radę to przetrwać? Zebrać martwy płod w pudełeczko? Ja nie !!!Kiedy kobiety będą miały prawo wyboru? Nie wiem jak po czymś takim można dojść do siebie, wiemna pewno że to co widziałamdaje mi jeszcze większąmotywację do dbania o siebie, otą ciąże która przyprawiała mnie o strach od samego początku i to nie w obawie o utratę dziecka a o poród, zaraz przypomniał mi się mój ostatni, strach o to czy moja miednica , uszkodzona ostatnim porodem nie podoła. Teraz syrach jest inny, i będzie nadal bo choćbym nie wiem jak dbała, a dbam i będę to nie wszystko zależy ode mnie. 

Tylko Kobieta