#kobieta, #dzieci, #zabawa, #testy, #recenzje, #opinie, #przepisy, #diy, #fotografia, #blogmam, #blogującamama, #instamama, #testyirecenzje, #rzetelneopinie, #women, #kids, #formam #forkids, #dladzieci, #dlamam, #blogparentingowy, #bloglifestyle, #lifestyle, #parenting, #mama, #matka,
Ja i moje rozważania.

Walka o Cyc, nasza trzecia historia – Nikodem.

Historia 3 to nasza walka o Cyca z Nikosiem. Tu także łatwo nie było. Wiecie ze Nikoś urodził się jako wcześniak i długi czas karmiony był przez sondę, wszystko przez niedojrzały układ pokarmowy i chlustania po karmieniu butlą. Pokarm u mnie po stymulacjach z doradcą laktacyjnym pojawił się w 3 dobie po piciu poleconego Femaltikera, w 4 był już nawał. Chodziłam do Nikosia na każde karmienie, karmiony był MM oraz moim odciąganym mlekiem. Z dnia na dzień ból piersi związany ze stanem zapalnym i nawałem ustępował. A to dzięki wsparciu położnych, to one zajmowały się mną. Co 2 godziny piersi traktowane ciepłym prysznicem i masażem by złogi puściły i odciąganie, elektrycznym laktatorem, który dostałam na sale. Nikoś zjadał przez sondę coraz więcej wiec podjęliśmy ponowne próby butli. Zdarzały się ulewania ale nie takie jak po MM. Próby piersi jednak kończyły się fiaskiem. Nikoś nie radził sobie z piersią, położne pomagały jak mogły, widziały w czym jest trudność, wielkość brodawki a wielkość buźki Nikosia, plus sonda. Próby nakładki ułatwiały mu chwytanie jednak strasznie się zapowietrzał i zaczęły się chlusty. Gdy zdecydowano o wyjęciu sondy Nikoś zaczął zjadać pełne porcje odciągniętego mleka którego miałam ładny zapas w szpitalnej lodówce. Dodam ze to lodówka tylko i wyłącznie do tego celu przeznaczona. Próby piersi nie kończyły się sukcesem. Próby trwały i trwały i butla wygrywała. Były momenty ze Nikoś złapał, i się najadł. Walczyliśmy i dzięki temu pokarm nadal był, było go wystarczająco przez co nie było konieczności podawania MM. zaleceniem lekarza było jednak MM Ar czyli dla dzieci z tendencją do ulewań bo te były i to częste, wręcz chlusty. Wreszcie ulewania ustąpiły. Nikoś jadł mleko ode mnie, nie bezpośrednio z piersi, a z butli, jednak nic na siłę, próbowaliśmy, i wierzyłam ze nie skończy się jak u Tymcia. Do tego fakt iż Nie przybierał na wadze, stał w miejscu, radość to była ze nie spada z wagi. Zaczął przybierać dopiero w 9 dobie, minimalnie, a potem więcej i więcej. Radość nie z tej planety. Dopiero teraz bez obaw można było wypisać nas z zestawem witaminek do domu. Wystarczy chęć,a tego nikt mi nie zarzuci. Bo gdybym nie chciała to nie męczyłabym się 2 miesiące laktatorem ręcznym do tego stopnia ze tłukłam coś przy każdym zmywaniu bo rąk nie czułam, ale wierzyłam ze to tylko chwilowe, ze wreszcie doczekam się tego dnia w którym za każdym razem zje z piersi. Zakupiłam więc laktator elektryczny by tylko sobie ulżyć. I była to zdecydowana ulga, Dużo mniejsza strata czasu, ale i mniej wysiłku, ręce odpoczęły.

To szpitalne cudo towarzyszyło mi przez 2 tygodnie. choć do domu może takiego sobie nie zakupicie to warto zainwestować w elektryczny laktator.

Nikoś przestał mieć problem z chwytaniem piersi, jednak nie było mowy o tym by jadł. Wciąż liczyłam na przełom. Z dnia na dzień coraz więcej zjadał z piersi i choć tylko z jednej, chyba upatrzył sobie jedną pozycję bo przy próbie zmiany na drugą pierś czy pozycji, wszystko kończyło się płaczem a co za tym idzie butlą. Choć laktatorem mogłam wyregulować sobie siłę ssania i nic nie miażdżyło mi brodawek to tu było inaczej. Wreszcie pewnego wieczoru gdy Nikoś spał, a ja odciągałam na zapas, pojawił asie krew, mimo iż ranka na brodawce się zagoiła to krew się pojawiała. Nie ustępowało, pierś bolała, była nabrzmiała, a ja bałam się dawać Nikośkowi takie mleko ze względu na wcześniejsze problemy. Jak udałam się do lekarza po usg stwierdził że mam popękane naczynka, i stąd to krwawienie, kazał tą pierś oszczędzać a że był ból i średnio wyglądała przepisał antybiotyk. Tak zakończyła się walka o Cyc, mleko zanikło migiem, choć odciągałam z obu piersi, Choć położna i lekarz zalecili próby podania mleka z krwią to Nikoś go nie tolerował. A przy antybiotyku mleko szło do zlewu. krwawienie ustało, jednak mleka nie było wystarczająco dużo nawet na jedna porcję. Kupowałam ponownie różne suplementy pobudzające laktację , ale to na nic. Mąż stwierdził e to równie dobrze może być wina stresu, że może za bardzo chcę. Załamałam się, tyle czasu, tyle walki i tu taki numer. Już sama nie wiedziałam co ze mną jest nie tak. I tak ?Nikodem musiał pozostać na butli, zapasy mojego mleka zniknęły migiem z lodówki i zamrażalnika. Aż łzy cisły mi się do oczu bo tak ładnie się rozwijał, jadł, przybierał na wadze w zastraszającym tempie. Nawet nasza Pani doktor była w szoku. Po przejściu na MM już tak ładnie nie było, nie jadł tyle, pojawiły się ulewania, chlusty. Zmiana mleka na Nan , i tu chlusty ustąpiły, nie jadł może swoich porcji ale nie wiele mniejsze. Nie przybiera tak ładnie na wadze, choć według lekarzy jest w normie.

Kolejna Walka którą przegrałam.

 

Kobietki każda z tych historii inna, ale sprowadza się do jednego – WYSTARCZY CHCIEĆ- Wiem jak ważne jest wsparcie którego często my kobiety nie mamy. I tu ważne by ta pomoc otrzymać już w szpitalu. I w tym szpitalu ją otrzymałam. To od nas zależy co z nią zrobimy. Nie powiem, że nie miałam chwil załamania, kryzysu by rzuci te laktatory w pizdu i podać Mm które zawsze pod ręką miałam. Dużo zależy od nas, od naszego charakteru,naszej siły, sytuacji. Ale nie można powiedzieć ze matka która podaje MM jest gorsza bo tak nie jest !!! I nie pozwólmy sobie tego wmówić. Znam dziewczyny po wojnach o laktacje rożnymi sposobami, jej nie mają. Inny typ mam to mamy które odciągają tylko dlatego bo nie chcą karmi publicznie, co budzi nie male kontrowersje, inni mówią karmić, inni nie, jedne mamy się krępują, inne nie. A przecież to natura i nie ma się czego wstydzić czy krępować.