Nie pracuję! Czy przez to jestem gorsza? – Moje perypetie z PUP

at
nie-pracuje-czy-przez-to-jestem-gorsza-moje-perypetie-z-pup

Jakiś czes temu rozwiązano ze mną umowę o pracę. Tak jak mi przysługuję po okresie wypowiedzenia zarejestrowałam się w PUP. I tu zaraz sterta ofert pracy.  Dla nich odpowiednie dla mnie nie koniecznie. Bo co to jest odpowiednia praca? Dla nich taka w której zabawię, i będą mieć mnie z głowy. To jest ich definicja, a dla mnie taka w której ja będę się dobrze czuć, może niekoniecznie związana z moim wykształceniem, bo choć od lat związana jestem z pracą w marketach to sprzedawca nie jest moim wyuczonym zawodem.  No i tu się zaczęły schody, oczywiście przysługiwał mi wtedy tzw KUROŃ na pół roku. Dostałam skierowanie do sklepu monopolowego. Poszłam na rozmowę po czym na starcie spięłam się z potencjalnym szefem bo wszystkich kierowano do ów sklepu w którym miało się pracować, a na miejscu okazywało się, że powinniśmy być kierowani do biura które znajdowało się na drugim końcu miasta. No to wzięłam nogi za pas i w deszczu pędzę w umówione  miejsce. Na wstępie zostało mi wypomniane spóźnienie, wiec miłym i spokojnym tonem tłumaczę zaistniałą sytuację, a mój  potencjalny szef tylko odburknął że to nie jego problem. Po czym oddał mi kwit do urzędu pracy z odmową zatrudnienia. Szczerze ucieszyłam się bo zdegustowało mnie strasznie takie podejście.

Następnie skierowano mnie do pracy jako sprzedawca w cukierni. Dodam ze podczas rejestracji zaznaczyłam ze mogę podjąć pracę  tylko jednozmianową, a tu kierowano mnie gdzie były dwie lub trzy zmiany jak w tym przypadku. Postanowiłam z mężem że odmówię.  Bo ktoś musi dzieci zaprowadzić, odebrać z przedszkola. Bo to nasz obowiązek, nie dziadków, czy cioć. W pierwszym dniu umówionej w cukierni pracy zrezygnowałam po czym oburzona Pani kadrowa napisała z wykrzyknikiem odmowa pracy. Poszłam z kwitkiem do Urzędu pracy, oddaje kwit i obsługująca mnie Pani stwierdza że zostanę skreślona z listy bezrobotnych i stracę zasiłek. Trudno pomyślałam ale zapytałam z ciekawości dlaczego kierują mnie w takie miejsca? Przecież zaznaczałam ze nie chcę pracy zmianowej. A ona na że ta jest odpowiednia do mojego wykształcenia. Zerkam na pozostałe oferty i wskazuje palcem ze chcę skierowanie do pracowni krawieckiej. Bo KRAWCOWA to mój wyuczony zawód – A ta na to ze nie mam doświadczenia? Kpina pomyślałam, więc ścięłam się z nią, i stwierdziłam ze mam prawo u próbę usprawiedliwienia swojej odmowy. Wiec kazała mi napisać to usprawiedliwienie. Więc klecę zgodnie ze stanem faktycznym. Iż nie po to przy rejestracji zgłaszałam że podejmę pracę jednozmianową bo jestem np. leniwa czy dla wygody, ale z faktu iż mam dwójkę dzieci które potrzebują opieki, które ktoś musi zaprowadzić do przedszkola i je odebrać. Wystarczy że mąż pracuje na zmiany i nie ma możliwości ich dogrania tak by któreś mogło je albo zaprowadzić albo odebrać. A nie mam nikogo kto mnie w tym wyręczy , np rodziców. Teście musieliby specjalnie dojeżdżać kilka kilometrów w tą i  z powrotem, a to koszty, kolejna opcja niania też kosztuje, a nie po to idę do pracy by płacić innym za opiekę nad moimi dziećmi. Dlatego poszukuje pracy która umożliwi mi opiekę nad dziećmi, ich bezstresowo prowadzenie do przedszkola i odbiór.  Z tak skleconym pismem, ów Pani udała się do kierowniczki, czego ta nie zaakceptowała. Zostałam ponownie uświadomiona o utracie statusu i zasiłku, po czym udałam się do kierowniczki  z zapytaniem o co tak naprawdę chodzi, wiec wyjąkała ze nie jestem pierwszą i ostatnią matką z dziećmi, która chce pracować i dla chcącego nic trudnego. Więc rzekłam, nie widzę u Pani obrączki i mam nadzieje ze nie ma Pani dzieci bo bym im współczuła i gratuluje dochrapanego stołka. Przecież one pracują góra do 15 5 dni w tygodniu i miała by czas na to o czym ja mówię. Nie to ze jej zazdroszczę , Fakt mogłaby odgryźć się, że przecież mi nikt tego nie broni,  i miała by rację. Ale mnie i ją widać kręcą inne zajęcia. Po czym wyszłam.

Tak straciłam status, ubezpieczenie i pieniądze z zasiłku które wzmocniły by naszą sytuacje finansową. Na szczęście mój mąż pracuje. Jak na nasze realia praca dobrze płatna, dodał mnie do ubezpieczenia i opiekuje się w domu dziećmi, mam czas dla nich, mam czas by zająć się domem, nie mam wymówki po tyrówce w pracy że nie mam siły sprzątać, mam czas na wszystko – nie mam kasy ale czy to najważniejsze? Podjęłabym pracę zmianową, zatrudniłabym nianię która pożerała by pół lub większą część mojej wypłaty, po czym styrana wracałabym do domu bez sił na zabawy z dziećmi czy  na domowe obowiązki. Nie jestem osobą która położyaby sie i kwiczała. Ale zrobiłabym to co muszę w domu, i zajęła dziećmi mimo braku sił, i i tak byłabym szczęśliwa. Ale mi chodzi o to ze nie chcę nikogo obarczać moimi obowiązkami. By więcej nikt nie wypominał mi że nie mam czasu ogarnać domu bo czasem tego nie robiłam zamieniając ten obowiązek na zabawę z dziećmi.

Co jeśli taka sytuacja przytrafiłaby się samotnemu ojcu, samotnej matce która u boku nie ma ani jednej życzliwej duszy? Która sama opiekuje się dwójka dzieci i zajmuje domem?

Czy ktoś się z tym liczy? nie!.  Cieszę się z takiego obrotu spraw. Drogie mamy urząd pracy to nie koniec świata. To taki nasz Polski Paradox.  jeśli chodzi o dobór ofert. Powiem wam ze gdy zaszłam z Tymonem w ciążę  moja firma, nasze miastowe Brico, puściło plajtę, wszyscy dostali wypowiedzenia, zostałam z macierzyńskim przeniesiona do ZUS, macierzyński się skończył, a ja w 6-7 miesiącu ciąży zarejestrowałam się w PUP, i znów KUROŃ. Uwierzycie że dostałam 9 skierowań do pracy w ciągu półtora miesiąca?  z brzuchem? 6-7 miesiąc, na zdrowy rozum, kto  mnie zatrudni? Nikt. Spojrzenia potencjalnych pracodawców bezcenne. Wyobraźcie sobie że chcecie kogoś zatrudnić do sklepu czy szwalni i przysyłają wam kobietę w 7 miesiącu ciąży… zatrudniacie ją? Dobrowolnie skazujecie się na utratę pracownika za dwa miesiące na X czasu?  z kolejnymi kosztami na głowie? No chyba nie… Mnie też nikt nie zatrudnił, i wtedy zarówno szwaczka jak i krawcowa były odpowiednimi zawodami, odpowiednimi ofertami dla mnie. Skończyło się gdy poszłam do lekarza i  przyniosłam L4 . Ot takie moje perypetie. Dlatego pracy będę szukać sama, nikt za mnie nie będzie decydował jaka jest dla mnie odpowiednia, odpowiednia to nie tylko zgodna z wyuczonym zawodem. Nie pozwólcie sobą tak manipulować. Ja wiem ze niektórzy nie mają wyboru, bo np oboje rodziców nie pracuje, i ktoś musi podjąć pracę i wtedy bierze się to co jest. Ale jak masz wybór nie daj się stłamsić. Bo to co dzieje się u nas to jakiś koszmar. . !  Mija już okres po którym mogę się zarejestrować? Czy pójdę? nie wiem, wiem ze aby dostać jakieś świadczenie  rodzinne ponoć muszę? ale czy to prawda? Przecież URZĄD PRACY obowiązkowy ne jest z tego co wiem? Więc dlaczego przy każdym świadczeniu żąda się od nas zaświadczeń z urzędu pracy?  Robią z nas niezdolnych do samodzielnego egzystowania? do samodzielnego znalezienia sobie pracy i decydowani ao tym jaką chce podjąć. Pewnie się zarejestruję, a dlaczego? Bo wiem że znając życie  jeśli nie przysługuje mi prawo do zasiłku to ofert odpowiednich dla mnie nie będzie. Znam to z autopsji. Utrata pracy po tym jak zostałam skierowana do szwalni, do oszustki która wykorzystywała i nie płaciła, wreszcie wytoczono jej pozwy, skargi do skarbówki i ZUS bo o to też się obiło.  Ot takie machlojki.. A wiec ponowna rejestracja, tym razem bez prawa do zasiłku i tak  ponad rok, bo nie było dla mnie odpowiednich ofert…Szwaczka nie bo nie mam doświadczenia, bo uczyłam się na krawcową. Sprzedawca nie bo przecież nie uczyłam się na sprzedawcę… Czy tylko ja tak mam, czy tylko  w mojej mieścinie takie przeboje?

Brak mi słów… Dlatego podziwiam Samotne matki które muszą pogodzić pracę, jakąkolwiek mają z opieką nad dziećmi. Póki co ja mam wybór, one niekoniecznie.

Ot taki dzień przemyśleń, kilka perypetii związanych z urzędem pracy. Z takim borykają się matki, podczas gdy np tacy delikwenci którzy dziś w nocy nie dali mi spać do po pijaku wydzierali mordki, piją, nie pracują, korzystają ze świadczeń, są zarejestrowani, i w urzędzie pracy mają profil 3 ze względu na chorobę alkoholową… czy to się klei? skoro płacę podatki jak pracuję, to chyba mam prawo wymagać ? Chyba was nie zanudziłam? musiałam to z siebie wypluć…Jak to się mówi MUSZĘ – BO SIĘ UDUSZĘ

 

A wy pracujecie? czy nie? Jeśli nie to z wyboru? czy musu tak jak ja? Póki co szukam pracy w pasujących mi godzinach, ale czy taką znajdę? czy wreszcie się zmobilizuję i otworzę własna działalność? Tylko jaką? I tak się koło toczy… Podyskutujmy 😉

 

 

Tylko Kobieta