Akcja “Cesarka to nie poród” a prawda!!!

at
akcja-cesarka-to-nie-porod-a-prawda

 

Czy cesarka to nie poród?

Post powstaje ponieważ zszokowała mnie akcja na Facebooku “Cesarka to nie poród”

A co nim jest? Wyciskanie na siłę z brzucha matki dziecka? To jest poród?
Zabieg Kristellera tak nagminnie stosowany który powoduje tak liczne uszczerbki na zdrowiu zarówno matki jak i dziecka?
Może warto by postawić pytanie skąd pomysł na taką akcje i kto ją wylansował? Bo dla mnie to totalna głupota.
Może czas najwyższy zastanowić się ciut nad czymś o czym najwyraźniej nie ma się bladego pojęcia?
Otóż mój pierwszy poród zakończył się CC !!! Tak i mimo tego iż chciałam rodzić naturalnie to po prostu nie mogłam. CC to była konieczność. Brak wód które odeszły mimo braku bóli, braku rozwarcia i do tego źle ułożony bo miednicowo Syn.
Gdyby nie CC dziś nie miałabym Tymona… Mojego ukochanego synka. I nie wyobrażam sobie go stracić tylko dlatego ze lekarz zbagatelizuje sytuacje, tylko dlatego że jest za dużo cesarek wykonywanych.
A taka sytuacja u nas, w naszej mieścinie, w naszym szpitalu zdarza się i zdarzała często. Wystarczyły niecałe 2 lata by przy drugim moim porodzie zbagatelizowano kilka rzeczy, by doszło do komplikacji, które zagroziły życiu i zdrowiu mojemu oraz mojej córki. Mimo wcześniejszej cesarki nie zlecono kolejnej… Akcja porodowa toczyła się tak szybko ze nawet nie zerknęli na badania, nie poprosili o nie i nie zrobili  żadnego USG, czy też pomiaru miednicy który był kluczowy. Wlepiono mi jeszcze ketonal bo może doczekam do rana. Miałam problem by małą wyprzeć…Pamiętam to jak dziś, Traciłam świadomość, nie miałam sił oddychać, przeć…dopiero słowa Lekarki, lekarki która została wezwana jako lekarz posiłkowy, dyżurujący “Przyj bo z dzieckiem jest kiepsko” dodały mi sił… Odpychałam ręce drugiego lekarza, który mnie przyjmował wiedziałam czym kończą się takie zabiegi… Urodziłam swoimi siłami córkę…Cudem!!! Pamiętam słowa położnej po tym jak lekarz odwinął ją z pępowiny: Jeszcze tak opętanego dziecka nie widziałam. Po tym zasnęłam, spałam… obudziło mnie łyżeczkowanie i szycie którego teoretycznie powinnam nie czuć…Powinnam w ogóle nie spać!!!
Obudzona przez położną by przejść na sale dla świeżych mam… Zaznaczam przejść… Z jej pomocą i ogromnym bólem wstaje do pozycji siedzącej… Bólem kości którego nie znałam nigdy wcześniej…. Oparta o nią suwając nogę za nogą, z silnym bólem przechodzę na salę na przeciwko… Kładę się na łóżko również z silnym bólem kości o czym jej mówię… A ta na to przecież rodziłaś… To normalne… Znów zasypiam. Przynoszą mi córę… Śliczną, taką spokojną, ale ja spokojna nie jestem widzę jej lekko sine rączki i stópki. Pielęgniarka nie potrafi mi tego wyjaśnić.. .Łzy w oczach bo martwię się o nią, były to także łzy bólu który narastał…przy każdym ruchu, przewrócenia się z boku na bok…Przychodzi pielęgniarka na wywiad, pyta czy byłam w toalecie, a ja na to ze nie i druga zabiera małą na badania. Ta próbuje pomóc mi wstać, z bólem i wysiłkiem siadam i staję i na tym koniec. Słabnę, robi mi się ciemno w oczach i siadam…próbuje znów…Próba ruchu nogą nieudana….znów !!! ból i bezsilność, wybucham płaczem…Znów mówię że boli mnie wszystko, ze bolą mnie kości nie brzuch, nie kroczę – MIEDNICA –  Zupełnie jak grochem o ścianę. I tak minęła cała środa od porodu o 4.15. Tak minął czwartek,  z płaczem, w bezruchu, w bezsilności, w strachu o mała którą zabrali do inkubatora bo te zasinienia okazały się zaburzeniami termoregulacji i infekcją wywołaną paciorkowcem. I wciąż słyszałam tylko “Przecież rodziłaś, to normalne” “trzeba było w ciąże nie zachodzić” i stertę innych przedziwnych tekstów, których nie chciałaby żadna matka usłyszeć.
Dopiero w piątek rano, nowa zmiana, nowa pielęgniarka słysząc mój płacz, krzyk przy ruchu przy próbie siadania, zareagowała… Do niej dotarło gdy powiedziałam co mnie boli. Natychmiast zawołała ordynatora i wtedy się zaczęło….Masa badań krwi…Wysokie CRP, zlecenie RTG miednicy ,na które jestem wieziona zimą do drugiego budynku. Rtg pokazuje rozejście spojenia łonowego… Co zdarza się ale nie do tego stopnia by rodząca nie mogła chodzić. Obiecują konsultacje ortopedyczną…Do której nie dochodzi mimo tego iż w poradni ortopedycznej przy szpitalu przyjmuje 2 ortopedów. Każą mi leżeć w bezruchu, nie przynoszą małej, wlepiają kolejne leki, antybiotyki, Ketonal, leki przeciwzakrzepowe a ja nie wiem o co chodzi bo nikt mi nie chce nic powiedzieć…Późnym wieczorem zostają mi podane 2 jednostki osocza i jedna jednostka krwi…Następnego dnia kolejne dwie osocza i krwi…Morfologia się normuje a konsultacji jak nie było tak nie ma. Już wiem że poród nie przebiegł tak jak powinien…Mimo tego że ja przykuta do łózka, sama na sali przedporodowej…Nikt nie robi szumów. Nie rozmawiam z innymi na ten temat to i tak wszystkie kobietki rodzące które przychodzą do porodu i ich rodziny wiedzą co się stało…Wiedzą o komplikacjach…skąd? Czyżby spanikowany personel? Leżałam tak do następnego piątku 23.11.2012 już wtedy na włączonych dożylnie środkach przeciwbólowych i ściśnięta pasem TERESY który mi zalecili by spojenie się zeszło…chodzę po ścianach, bądź z wieszakiem na kroplówki…Chodzę to ciut za dużo powiedziane bo suwałam nogi po podłodze jedna do drugiej  i  tak temu towarzyszył ból, fakt faktem mniejszy niż bez Ketonalu.
Tego dnia Ordynator wypisuje mnie do domu…Pytam go jak o własnych siłach mam wejść na 4 piętro? jak? skoro ledwo chodzę ?wzruszył ramionami.
Wyszłam z gabinetu i udałam się do sali i po małą…Zadzwoniłam po teścia i do męża…Wyszłam. Bez zaleceń, bez leków i obiecanej konsultacji ortopedycznej z dźwięczącymi w uszach słowami ordynatora: Dlaczego ona nie miała cesarki”!!! Wręcz krzyknął tego dnia gdy zlecał RTG, tyle ze nie do tych lekarzy do których powinien.
Wysiadając z samochodu już pod blokiem, spoglądam na małą i na to 4 piętro…Teściowie weszli z małą a po mnie zszedł mąż…dosłownie wniósł mnie na górę…Inaczej nie dałabym rady podnieść nogi na więcej niż jeden schodek.
Prywatna wizyta u ortopedy odbyła się półtora tygodnia później gdy już miałam swój wypis w ręce, wypis z resztą przyspieszony bo normalnie czeka się na niego tydzień. No i szeregu nieprawidłowości z wypisu. Data badania wód płodowych z 13.11.2014 w wyniku którego stwierdzili ze paciorkowiec którym zaraziła się Liliana pochodził ode mnie, tyle że wody płodowe odeszły mi 14.11.2012 przy porodzie.  i nie widziałam by je pobierano…Dziwne. Lekarz potwierdza że doszło do rozejścia spojenia i naruszenia stawów przy porodzie bo widocznie dziecko jak na mnie było ciut za duże.
Każe leżeć, nie chodzić, a przynajmniej w miarę możliwości …umiarkowanie próbować.
Daje silne leki przeciwbólowe, bo ból nie minął, leki przeciwzapalne i proponuje rehabilitacje gdy tylko zakończę karmienie. Leki przeciwbólowe za słabe. Karmienie dopiero zaczęłam, gdyż zaraz po stwierdzeniu urazu został wlepiony mi Bromergon który hamuje laktacje, dali go by nie doszło do zapalenia piersi przy nawale pokarmu i wmówili ze jak już to wzięłam to nie będę mogła karmić. Gdy wybrałam wszystkie leki przy których nie mogłam karmić, te od ortopedy, odruchowo któregoś wieczoru przystawiłam małą do piersi, bo była taka niespokojna nie swoja i o dziwo uspokoiła się i czułam że ssie. Ucisnęłam pierś lekko obolałą z resztą i okazało się że pokarm jest… Jeden z szczęśliwszych momentów po porodzie.
Gdy zebrałam karty od lekarzy i zdecydowałam się na złożenie doniesienia o popełnieniu błędu  przez który tak cierpiałam. Doszło w naszym szpitalu do zgonu małego chłopca S.K. Którego masę urodzeniową źle oceniono i kazano jego matce rodzić go naturalnie pomimo tego iż wcześniejszy jej poród również był ciężki bo dziecko było duże bo ponad 4 kilogramy. Prosili o cesarkę, obiecano im ją ale jak przyszło co do czego mama chłopca rodzi go naturalnie i staje się najgorsze. Staś utknął w kanale rodnym…Mama jak i dziecko słabną…Staś już nie ma tętna…wyciągają go na siłę, urywają pępowinę, ciągną za główkę, skręcając kark. To wszystko słyszy ojciec. Widzi bieganinę zakrwawionych lekarzy i pielęgniarek. Na pytanie o dziecko słyszy od lekarza “Pompują go” Chłopiec był reanimowany. Już nie żył. Ważył 5,5 kg o 2,5 kg więcej niż twierdził lekarz. Po zgłoszeniu tej tragedii do prokuratury, zgłosiłam się ja  i byłam już 3 osobą podpięto do tej sprawy. Lawina ruszyła… 12 przypadków w których ucierpiały matki, zmarły dzieci czy też urodziły się niepełnosprawne. Tylko dlatego że lekarzom z naszego szpitala brakuje  czego? Empatii, wymigują się limitami….nie chce im się robić rutynowych badań. Dobrać odpowiedni poród…we wszystkich przypadkach winna być robiona cesarka…Trwa proces lekarza odpowiedzialnego za śmierć Stasia…Trwają inne postępowania  w Izbie lekarskiej i u rzecznika praw pacjenta. To tylko kropla w morzu tego co się dzieje na porodówkach, nie tylko u nas. To tylko kropla w morzu tego przez co przeszłam.
Zgłaszają się do prokuratury kolejne rodziny.
Co jest z naszymi lekarzami?
Czy nadal można ich tak nazywać?
Nadal Cesarka to nie poród?
Czasem to konieczność która może ratować życie i Zdrowie.
Ludziska obudźcie się!!!
Lekarze!!! Obudźcie się…Do ilu takich tragedii ma dojść?
w samej Zduńskiej Woli w ciągu ostatnich pięciu lat było ich kilkadziesiąt, i lekarze nadal nie uczą się na błędach
Tłumaczycie się limitami, może pora coś z tym zrobić? Może czas byście zabrali też swój głos jeśli chcecie ratować życie przyszłych mam i nowo narodzonych dzieci.
Może czas nauczyć się pokory o okazać odrobinę człowieczeństwa, odrobinę empatii i wysłuchać pacjenta?
Nie jesteście bezkarni!
Ktoś chce poznać jedną z poszkodowanych, przez odmowę CC?
Małą Lilianę która powinna być wesołą , biegająca 2-latką?
której osiągnięcia powinny cieszyć rodziców? Poznajcie Lilka z Bonifratów
Ja od owego porodu wybrała sterty leków przeciwbólowych…przeszłam 10 turnusów rehabilitacyjnych i zaczynam kolejny. I już wiem ze nie zajdę 3 raz w ciążę choć zawsze marzyłam o 3 dzieciaków. Nie dlatego ze nie mogę, choć lekarz twierdzi ze w takim stanie psychicznym i mojego organizmu może być ciężko, to myśl o kolejnym porodzie mnie paraliżuje. Jeden poród i trauma do końca życia. Cieszę się że żyjemy. Choć było by to łatwiejsze gdybym była w pełni sprawna. Ile razy jeszcze mam odmówić dziecku że nie wezmę go na ręce bo nie mogę dźwigać, bo mnie boli? Ile? Ani razu, nie odmówię, zacisnę zęby, schowam ból w kieszeń bo to oni są najważniejsi.
Kochane mamy, przyszłe mamy. Krzyczcie jeśli cos was nie pokoi. Walcie głową w mur ! Nie pozwólcie się bagatelizować. Walczcie o swoje prawa. Nie pozwólcie sobie potem wmawiać że jeśli rodziłaś przez CC to jesteś gorsza ! – Bo to stek bzdur !!!
Share:

Tylko Kobieta